Coaching – rewolucyjna idea czy zwykła ściema?

16 maja , 2016 coaching

Pewnie część (a może i większość) z osób czytających ten artykuł, do coachingu nastawiona jest dość sceptycznie. Wcale się temu nie dziwię. Rok temu ja również nie byłam przekonana co do tej idei, bo, jak mówi mój kolega: „Ludzie płacą żeby usłyszeć, że mogą wszystko. Są tańsze sposoby na zdobywanie motywacji”.

the-way-1561653-640x480


Autorem artykułu jest Patrycja Kempka – siedemnastoletnia uczennica liceum, uparcie szukająca swojej życiowej drogi. Uwielbiająca pracę z ludźmi i chętnie podejmująca nowe wyzwania. Od prawie roku zapalona ideą coachingu, chcąca szerzyć jego zalety wśród swoich rówieśników.

Oryginał poniższego artykułu ukazał się na stronie 24 majowego wydania internetowego magazynu OutroMożna go znaleźć na stronie http://www.outro.pl/.


Obecnie mam na ten temat inne zdanie, ale po kolei… Coach to nie wszechwiedząca wróżka. Postrzegając go w ten sposób wielce się rozczarujemy. Sama miałam z tym na początku problem. Zachłyśnięta coachingiem zdecydowałam się na internetowe, kilkudziesięciodniowe szkolenie. Myślałam, że przyniesie ono ogromne rezultaty, po paru dniach dostanę olśnienia i dowiem się co chcę zrobić ze swoją przyszłością. Patrząc z perspektywy czasu – brzmi komicznie. Kiedy po kilkunastu dniach uświadomiłam sobie, że nie tak to wygląda, byłam bardzo rozczarowana. Wykonywałam wszystkie zadania domowe, a prawdy objawionej jak nie było, tak nie ma. Przerwałam szkolenie i skupiłam się na innych rzeczach, mając o coachingu mało pochlebne zdanie. Pewnie nadal niesłusznie oskarżałabym zwolenników coachingu o obiecywanie gruszek na wierzbie, gdybym nie uświadomiła sobie swojej pomyłki.

Jak pisze Bartosz Broda w artykule pt. „Nikt nie potrzebuje coachingu!”: „To Ty masz siłę dokonywania zmian, zwiększania jakości swojego życia, efektywności w swojej pracy czy poczucia wewnętrznej równowagi. Coach Ci tylko w tej podróży może towarzyszyć (…) Sprowokuje do myślenia w inny sposób. Pomoże Ci wyjść ze swojej strefy komfortu”. I tym właśnie jest coaching, nie żadnym układaniem naszego życia, a pomocą w tym zadaniu, należącym tylko i wyłącznie do nas, nie osób trzecich. Energia z kosmosu ani inne moce nie zaczną za nas spełniać naszych marzeń. Zadaniem coacha jest uświadomienie nam tego nieco brutalnego faktu. Właściwe postrzeganie coachingu jest pierwszym krokiem ku efektywnemu korzystaniu z niego.

O zdanie na temat coachingu zapytałam też moich rówieśników. Wśród odpowiedzi najczęściej pojawiał się wątek kosztów – dość problematycznych szczególnie dla młodych ludzi. Nie wątpię w skuteczność coachingu. Ludzie szybko się poddają, a z takim zapleczem czujesz się zmotywowany do działania. Coachowie sporo jednak kosztują – mówi siedemnastoletnia Weronika. Nie sposób zaprzeczyć, że za prywatne sesje z naszym mentorem zapłacimy niemało. Może to być nawet kilkaset złotych za jedno spotkanie. Wtedy faktycznie okazuje się, że są tańsze sposoby na zmotywowanie się do działania.

Zanim jednak podejmiemy decyzję o korzystaniu z usług prywatnego coacha, lepiej sięgnąć po sprawdzone publikacje, albo dostępne na YouTube’ie darmowe materiały wideo. Jak rozpoznać te dobre? Wydaje mi się, że jest to dość proste – to co czytamy/oglądamy musi nas najzwyczajniej w świecie zaciekawić. Kierowanie się tylko popularnością danej osoby nie skutkuje. Bardzo popularny Mateusz Grzesiak ma, moim zdaniem, lepsze jak i gorsze materiały, a ich poziom zależy zarówno od treści, jak i od poparcia konkretnymi przykładami. Poleciłabym dostępny na YouTube’ie wykład Jacka Walkiewicza, polskiego psychologa, mówcy i trenera, pt. „Pełna moc możliwości”. Walkiewicz to osoba z dużym doświadczeniem, a na to również staram się zwracać uwagę, szukając sensownego materiału w morzu powtarzalności. Oczywiście to, co trafia do mnie, niekoniecznie trafi do ciebie. Coachowie stosują różne metody potrzebne do osiągnięcia celu. Żadna z nich nie jest uniwersalna. Zarówno przy wybieraniu coacha, jak i samym szukaniu materiałów internetowych nie poprzestawaj na jednym nazwisku. Nie zniechęcaj się po pierwszej próbie. To, że jedna prelekcja ci się nie spodobała, nie znaczy, że inna też do ciebie nie przemówi. Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz.

No dobrze, a co jeśli postanowimy, że materiały dostępne od ręki nas nie zadowalają i chcielibyśmy jednak mieć swojego mentora? Czy to się w ogóle opłaca? Zapytana o swoją opinię Zuza, odpowiada: Nie rozmawiałam nigdy z nikim, kto korzysta z takich usług, ale wydaje mi się, że praca z coachem może utwierdzać w nieporadności; trenowany może przyzwyczaić się, że ktoś wciąż mówi mu, co ma robić.

Obawa poniekąd uzasadniona, ale pamiętajmy – dobry coach nie uzależnia nas od siebie, a pokazuje, że to my sami jesteśmy kluczem do rozwiązania naszych problemów. O to chodzi. To jest właściwe myślenie, bez pokładania bezgranicznej wiary w światowych guru.

Na jednym z facebookowych profili – Smutni Trenerzy Rozwoju Osobistego – znalazłam następujące stwierdzenie: „To co stało się z ruchem rozwoju osobistego, przypomina historię internetu. Oba powstały dzięki błyskotliwym, żarliwym ludziom i potem zostały przejęte przez cwaniaków”. Jest w tym trochę prawdy. Ruch rozwoju osobistego wraz z wzrostem popularności zyskał nowych przedstawicieli. Niekoniecznie właściwych. Agnieszka Sieczkowska, znawca tematu, stwierdza: „Nagle »wszyscy« uznali, że skoro mogą pracować nad poprawą swojego życia, to mogą pracować nad poprawą życia innych. (…) O zgrozo przyszło »nam« do głowy, że teraz będziemy mówić innym, jak mają żyć i co robić, żeby było im lepiej. Z coachingiem jest jak z każdą inną profesją. Nie wystarczy skończyć studiów prawniczych, żeby być świetnym adwokatem, nie wystarczy skończyć »zarządzania i marketingu« żeby być najlepszym menedżerem”. Dlatego też musimy do coachingu podchodzić krytycznie, ale nie warto go od razu odrzucać.

Internet pełen jest opinii osób, które trenera personalnego nigdy nie miały, ale w ten czy inny sposób wyrobiły sobie na ten temat zdanie. Warto jednak dotrzeć do ludzi, którzy faktycznie mieli do czynienia z coachingiem. We wspomnianym wyżej artykule, Bartosz Broda przyznał, iż sam korzysta z usług coachów. Dlatego też postanowiłam go zapytać –co konkretnego przyniosła mu ta decyzja? Mówi wprost: „Założenie firmy coachingowej, reorganizacja finansów (ponad tysiąc złotych miesięcznie oszczędności), zmiana diety na zdrową, powrót do sportu (w styczniu np. zrzuciłem cztery kilogramy), nawiązanie kilku relacji biznesowych, lepsza organizacja czasu pracy (obecnie pracuje średnio czterdzieści godzin tygodniowo, kiedyś – dużo więcej), itp. itd.” Wspomina też o rezultatach trudniejszych do zaobserwowania, ale dla niego istotniejszych, takich jak zwiększenie satysfakcji z życia czy nabycie umiejętności szybszego rozwiązywania konfliktów.

Brzmi dobrze, ale kiedy jesteśmy jeszcze na etapie edukacji raczej nie myślimy o nawiązywaniu relacji biznesowych czy reorganizacji finansów. Najpierw trzeba mieć co reorganizować, prawda? Zgadzam się, tysiąca złotych oszczędności raczej nie uzyskasz, ale może – tak jak w moim przypadku – uda ci się zacząć jakiekolwiek oszczędzanie. Wymienione przez Bartosza Brodę zmiana diety czy powrót do sportu też jak najbardziej można odnieść do ludzi młodych. Która dziewczyna nie próbowała ograniczać jedzenia słodyczy? No właśnie. Coaching niekoniecznie musi pomagać nam w sprawach wielkich. Coach może nam pokazać jak przestać nienawidzić poniedziałki, zacząć uprawiać sport, czy cieszyć się z małych rzeczy.

Mam szczerą nadzieję, że chociaż trochę udało mi się przekonać was do mojego spojrzenia na coaching. Oczywiście, nie od razu Rzym zbudowano, nie łudzę się, że nagle sceptycy rzucą się do księgarni po książki z zakresu rozwoju osobistego. Jednak na koniec chciałabym jeszcze raz zachęcić was do spróbowania. Nie ważne czy poprzez prelekcję, osobiste spotkanie, materiały dostępne na YouTubie. Nie spodoba ci się? Nic na siłę. A może akurat chociaż jedno zdanie do ciebie trafi? Zaciekawi cię, zachęci do poszerzenia horyzontów? Jasne, że możesz też nie zmieniać swoich przekonań, niczego nie próbować. Tylko czy nie o to w życiu chodzi? Odkrywanie, próbowanie, doświadczanie?

Patrycja Kempka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *