Jednym z wciąż mało popularnych, ale diabelnie skutecznych (może właśnie ze względu na niewielką popularność) sposobów na promowanie własnych produktów czy usług jest korzystanie z tak zwanych przyczep reklamowych. Pomysł jest prosty: tworzymy reklamę (najczęściej robi to firma, która zajmuje się tego typu przyczepami), a następnie umieszczamy ją na przyczepie, która potem przejeżdża po mieście, zazwyczaj z zamontowanym megafonem dodatkowo promującym nasz biznes. Pomysł jest prosty, ale czy aż tak? Otóż nie. Jeżeli bowiem korzystamy z tego typu formy marketingu, musimy pamiętać, by dobrze ją rozplanować, aby przyniosła jak największy zysk, a zatem zachęciła jak największą liczbę klientów do odwiedzenia nas.

Załóżmy, że przyczepa reklamowa została już przez nas zakupiona lub wynajęta u firmy, która się tym zajmuje. Zanim jeszcze przystąpimy do jej wykorzystania, zastanówmy się, gdzie będzie ona jeździła. Pamiętajmy, że tego typu reklama jest bardzo bezpośrednia – najlepiej jest zatem zdecydować się na obszar, w którym działa nasza firma. Często bowiem bywa tak, że człowiek widzi / słyszy taką reklamę i od razu kieruje swoje kroki do reklamowanej w niej firmy. Tak po prostu, bo spontanicznie pomyśli, że „w sumie mi się to przyda”. Jeżeli zatem sprzedajemy coś, co możemy szybko sprzedać, albo też oferujemy usługę, na którą każdy może sobie pozwolić, możemy zdecydować się właśnie na najbliższy nam obszar.

Istnieje również opcja poszerzenia obszaru, po jakim porusza się przyczepa. Jest ona najczęściej wykorzystywana przez firmy oferujące drogie przedmioty i usługi, nad skorzystaniem z których klient musi się zastanowić. Nie zależy nam wtedy aż tak na tym, żeby od razu do nas wpadł – liczy się przekaz i fakt, że nasza firma zapadnie mu w pamięć. A może w przyszłości będzie potrzebował oferowanych przez nas rzeczy? Wtedy zapewne przyjdzie mu na myśl, że to właśnie o nas już kiedyś słyszał.

Najlepiej jest jednak połączyć oba obszary, w momencie „posuchy” skupiając się na najbliższym obszarze, a gdy nie będziemy narzekać na brak klientów – na tym nieco szerszym.